Ostatni karpacki szlak....

czerwca 08, 2017

 Na szczęście, ostatni tylko dla swetra...
Sweter zanim powstał to już trochę mnie dręczył, ponieważ włóczka "gryzła" niemiłosiernie nawet podczas dziergania i nosiłam go niezbyt często ale za każdym razem dostawał kolejną szansę.
Po kilku praniach sweter odwdzięczył się i albo się przyzwyczaiłam albo po prostu włóczka zgubiła zęby i przestała gryźć ;)
 Włóczka to bardzo szlachetne połączenie wełny merino i jedwabiu. Pochodzi z Atelier Zitron i nosi nazwę Kimono. Z kimonem jednak nie ma zbyt wiele wspólnego poza jedwabiem w składzie bo włóczka nie jest ani gładka ani błyszcząca jak tradycyjne japońskie kimona tylko posiada drobną strukturę tweedową.
 Historia owego swetra jest dość brutalna bo wtedy, gdy go polubiłam i uratował mnie przed nagłym ochłodzeniem podczas zwiedzania Karpacza to po powrocie trafił w niepowołane ręce mojej mamy, która nie pytając o nic - po prostu chciała mi pomóc w praniu sterty ciuchów z wyprawy. W ten sposób sweter został wyprany w zwykłym proszku a jakość włóczki zbezczeszczona. Sytuacja wbrew pozorom zabawna bo o sweter nie ma co się złościć a wręcz kilka prań wcześniej pewnie byłabym wdzięczna, że się go pozbyłam :D
 Sweter po tym zabiegu stał się szorstki jak ścierka do podłogi ale mimo wszystko dostał dziś jeszcze jedną szansę w ramach rekompensaty za całokształt :)




Nie wiem, czy to pomoże ale delikatnie wyprałam go w eucalanie i liczę na to, że choć troszkę włóczka zmięknie a jak się nie uda to nie będę ronić łez tylko z innej - mniej problematycznej, jak dla mnie włóczki zrobię sobie taki sam bo wzór zaczerpnęłam z gazety FAM wydanej przez Lang Yarns.
Tak, jak w poprzednim poście pisałam do Karpacza tym razem trafiłam w celach diagnostycznych z moją chorowitą Gwiazdą ale nawet z wózkiem i łącznie jakimś 25 kilogramowym obciążeniem sporo udało nam się zwiedzić. Nasza podróż po szlakach zakończyła się tylko na wysokości Kościoła Wang ale tylko dlatego, że najpopularniejszy szlak na Śnieżkę wyłożony jest wyboistymi kamieniami bądź wystającymi korzeniami drzew i nasz wózek mimo różnych wyzwań jakie mu stawiamy to chyba nie dałby rady nas dowieźć na szczyt. Boję się myśleć w jakim stanie wróciłybyśmy do szpitala po takiej trasie ale reanimacja pewnie byłaby wskazana dla mnie ze zmęczenia a dla mojej córeczki z wytrzęsienia ;) Spróbujemy za jakieś kilka lat :D




You Might Also Like

0 komentarze

ⓒknitomania.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.