Kolorowy kapturek :)

czerwca 07, 2017

 Dużo czasu zajęło mi zapanowanie nad grafiką bloga, która byłaby choć w małym stopniu satysfakcjonująca dla mnie bo chyba za dużo blogów obserwuję i zbyt wiele bym chciała od razu :)
Jestem perfekcjonistką więc i zdjęcia przeze mnie robione (jestem zupełnym laikiem w tej kwestii) musiały być choć troszkę perfekcyjne - na swój sposób. Zapewne każdy profesjonalista mnie wyśmieje bo posługiwanie się aparatem czy programami do obróbki zdjęć to dla mnie jakaś bajka ale próbuję wytrwale opanować chociaż podstawy...
 I tak minął miesiąc od ostatniego wpisu... czy wiele w życiu się zmieniło - chyba nie bo dalej walczę wytrwale z chorobami mojej córeczki a końca wciąż nie widać...
Mimo chorób i wielu stresów z tym związanych, rośnie moja Gwiazda jak na drożdżach więc na wiosnę - w bardzo szybkim tempie zrobiłam jej sweterek z kapturem... Wzór z niczego, czyli z głowy ;) Patrzyłam na bluzę z kapturem i starałam się wymiarami ją odwzorować a reszta przychodziła w trakcie. Włóczkę kupiłam w zaprzyjaźnionym sklepie e-dziewiarka.pl podczas spotkania dziewiarskiego we Wrocławiu :)
 Jest to Riva wyprodukowana przez Lang Yarns. Bawełna z akrylem - niby nie zachęcające połączenie, niby takie nic, co mogłoby zachwycić, zero szlachetności ale tylko z opisu tak to wygląda bo w dotyku to bardzo miła włóczka, nietuzinkowa i warta swej ceny. Włóczka składa się z dwóch luźno skręconych ze sobą nitek a każda z nich to mix różnych kolorów - ja akurat wybrałam moteczki z przewagą różu oraz szarości z dodatkiem pomarańczu i kremowego. Przerabiałam ją na drutach 4,5 mm - zużyłam 4 pełne motki i troszkę z 5 ze względu na kaptur, który pochłonął cały motek. Przerabianie to była bardzo przyjemna chwila i nie musiałam się martwić jak się ułożą kolory przy łączeniu motków ponieważ tak były wymieszane, że kompletnie tego nie widać w gotowym sweterku.
 Sweterek pospiesznie dziergałam ponieważ miałyśmy z moją córeczką zaplanowany kilkudniowy pobyt na diagnostyce pulmonologicznej w Centrum Medycznym w Karpaczu - zdjęcia w kolejnym poście ;) Sweterek spisał się znakomicie bo mimo upału o godzinie 17 robiło się dość chłodno a jak tu być w Karpaczu i nie korzystać z uroków otoczenia :) Sweterek dostał w Karpaczu pozytywną opinię a poznane tam kuracjuszki podsumowały go w ten sposób: "a ja myślałam, że to jakaś tam ZARA"... i wpadłam na pomysł, że powstaną metki - tak żeby było widać na pierwszy rzut oka, że żadna tam ZARA nie jest mi potrzebna by moje dziecko wyglądało wyjątkowo :)
Na zdjęciach nie widać do końca uroku tego sweterka ale może kiedyś będę umiała robić zdjęcia tak, by wydobyć całe piękno fotografowanego obiektu ;)

You Might Also Like

0 komentarze

ⓒknitomania.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.